Wegetarianizm praktyczny [Haderech, czyli droga]

Przez większość mego życia byłam szczęśliwą istotą mięsożerną, której zdaniem posiłek pozbawiony mięsa nie kwalifikował się tak do końca jako posiłek. Teraz moja kuchnia stała się niemal zupełnie wegetariańska.
Nie dlatego, żebym nagle doznała jakiegoś objawienia i uznała, że mordowanie zwięrząt dla napchania ludzkich brzuchów jest zbytecznym okrucieństwem. Nie obejrzałam żadnego drastycznego filmu z rzeźni, który wstrząsnął moim sumieniem, a do organizacji PETA mam stosunek zasadniczo dość alergiczny.
Po prostu w Bloomington kupno koszernego mięsa jest raczej trudne.
Wszystko działo się stopniowo. Kiedy mieszkałam w Polsce, nie prowadziłam i nie miałam możliwości prowadzić osobnej kuchni, więc o przestrzeganiu kaszrutu nie było mowy poza jakimiś zupełnie oczywistymi przypadkami w rodzaju krewetek.
Kiedy przyjechałam do Stanów, pięknie wykoszerowałam kuchnię i kuchenne utensylia, po czym zostawiłam odosobniony zakątek lodówki na produkty mięsne niekoszerne. Nie powiem, przyjemnie było czasem zjeść kawałek wędliny.
Rabin, który przewodniczył mojemu beit dinowi w Nowym Jorku, wiedział o tym, gdyż nie widziałam powodu, […]


Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://blogfrog.pl/index.php/go/NjM5NDgz/Wegetarianizm-praktyczny

Comments are closed.


Bramy garażowe Pozycjonowanie przesyłki kurierskie powiększanie piersi Przeprowadzki Dąbrowa Górnicza