Hiszpańskie cuda kinowe
Pamiętam ogólną euforię, jaka zapanowała wśród kinomanów, gdy do kin wszedł japoński Ring. Hideo Nakata stworzył coś świeżego, coś tak kompletnie odmiennego od amerykańskich filmów grozy, że strach. Wszyscy byli zachwyceni. To nic, że film nie był ani specjalnie nowatorski, ani jakiś wspaniały fabularnie. Straszył i to w sposób niekonwencjonalny. A to najważniejsze.
Wszyscy wtedy okrzyknęli japońskie kino grozy nowym renesansem. Skośnookie horrory zalały świat. Raz były to filmy świetne, jak chociażby Dark Water Nakaty, raz zupełnie nieudane, jak The Grudge Miike. Tak, czy siak, mieliśmy mocny wiatr ze wschodu, który odkurzył nieco zmęczoną twórczość z Hollywood.
Minęło dziesięć lat i znowu nadeszły lata tłuste. Tym razem świeże powietrze przyleciało z zachodu, z Europy, tej starzejącej się, pozornie dekadenckiej starej maciory, znanej do tej pory z nieprawdopodobnie nudnych francuskich dramatów i niemieckich spaghetti westernów (oraz pornusów, nie zapominajmy!). Pytanie tylko, czy są to ostatnie podrygi umierającego, czy powrót z dalekiej podróży? Sądzę, […]
Zrodlo informacji
Oryginalny artykul na:
http://rheged.wordpress.com/?p=66