Archive for the 'Second Life' Category

Co nowego w sieci?

A

(more…)

Poznań - kolejne miasto w Second Life

A

Cisco oferuje pracę w Second Life

A

Tygodnik Powszechny w Second Life

Tygodnik Powszechny trafił do świata internetowej gry Second Life. Siedziba gazety mieści się na rynku wirtualnego Krakowa przy ulicy Wiślanej. Goście odwiedzający redakcję mogą zapoznać się z pierwszymi stronami ostatnich wydań Tygodnika i artykułami o SL.

Intrenetową kreację Tygodnika Powszechnego w SL wykonała agencja Supremum Group.

Politycy i kampania wyborcza w Second Life

Second Life wystartował z nowymi światami i sklepami. To nie wszystko. Wraz z kampanią wyborczą w naszym kraju zawitali tam pierwsi politycy.

Second Life to ponad 100 krajów i około 8 mln użytkowników. Aby podtrzymać zainteresowanie tak dużej grupy konieczne jest wprowadzanie kolejnych nowości. Dlatego Linden Lab, twórcy gry, umożliwili graczom takie atrakcje jak sporty ekstremalne, kręgle czy jazdę na rolkach.

Po “otwarciu” w Second Life Krakowa oraz Wrocławia przyszła pora na walkę o wirtualnych wyborców.

Swoją kampanię w Second Life rozpoczął Mirosław Gilarski, radny miasta Krakowa, który kandyduje do Sejmu z listy PiS. Na zorganizowanej konferencji przedstawił on swojego avatara zgromadzonym internautom.

Gilarski był pierwszym polskim politykiem, który oficjalnie wystąpił w Second Life.

www

Duże marki ciągną do Second Life

Do tej pory klub PLAY w grze Second Life odwiedziło 220 tys. użytkowników, którzy mogli w nim poznać nowych ludzi czy zarobić linden-dolary. Teraz sieć komórkowa otworzyła wyspę - jeden z największych polskich projektów Second Life.

Na wyspie znajdować się będzie m.in. klub muzyczny w stylu hawajskim, centrum multimedialne, wieżowiec z apartamentami oraz biuro prasowe, w którym dziennikarze i gracze, będą mogli spotkać się raz w tygodniu z jego pracownikami i rzecznikiem prasowym PLAY, a ściślej z ich awatarami.

PLAY chce wykorzystywać projekt do prezentacji nowych kampanii reklamowych oraz prezentacji usług. W przyszłości operator rozważy możliwość sprzedaży doładowań na kartę a nawet sprzedaży usług.
Second Life w skrócie
Gracze mający postać awatarów, zarabiają wirtualne pieniądze, które można wymienić potem na te ze świata realnego.

Według szacunkowych danych dostępnych na stronie internetowej gry, przeciętnie w ciągu dnia w Second Life dokonywane są transakcje na sumę rzędu 400 - 500 tysięcy dolarów amerykańskich.

Second Life przez wiele firm czy instytucji, jak choćby Ambasada Szwecji, która 30 maja 2007 jako pierwszy kraj Unii Europejskiej otworzyła swoje przedstawicielstwo w Second Life, traktowana jest jako medium kontaktu ze społecznością

Obecnie w Second Life aktywnych jest ok. 8 milionów użytkowników, z czego 40 tys. z Polski, co plasuje nasz kraj na 24 miejscu pod względem liczby aktywnych użytkowników na świecie.

www

Hazard w Second Life zabroniony

Interaktywny serwis “Second Life” mówi “nie” hazardowi po to, aby uniknąć konfliktu z przepisami prawa międzynarodowego. Oczywiście właściciele kasyn są wściekli, gdyż nie do końca wiadomo co stanie się z ich olbrzymimi wpływami, które niejednokrotnie zostały uzyskane poprzez rzeczywiste inwestycje dolarowe.

Jedyną pociechą może być fakt, że funkcjonowanie kasyn w serwisie, nigdy nie było regulowane prawnie, co oznacza, że jakiekolwiek uchybienia, czy też oszustwa na tym tle nie mogły by być egzekwowane poprzez standardowe procedury prawne.

Dla osób zaangażowanych w „Second life” oznacza to również dalsze ograniczenia z tytułu legalności prowadzenia „drugiego życia”. Do interwencji doszło na skutek komentarzy prawników amerykańskich, którzy uświadomili użytkownikom, że działania związane z hazardem mogą być ścigane przez prawo Stanów Zjednoczonych. Wciąż nie wiadomo ile osób jest zaangażowanych w tę sprawę, ale należy przypuszczać, że jest to raczej liczba mało znacząca.

Należy oczekiwać, że właściciel Second Life, czyli Linden Labs wkrótce zacznie ograniczać inne sfery życia w cyberprzestrzeni, aby zapobiec wykroczeniom w realu. O tym czy drugie życie będzie nadal atrakcyjne i będzie odnosić się do wszystkich dziedzin naszego życia przekonamy się już wkrótce.

Second Life jest dla tych, którzy nie mają First Life

Pamiętacie film „Tron” z początku lat 80.? Klasyka SF. Chodziło o przeniesienie ludzi do wnętrza komputera. Pobudzało wyobraźnię. Entuzjazm widzów szybko odpadł, kiedy okazało się że za pomocą ówczesnych komputerów (np. Commodore 64) można było kogoś przenieść do innego świata, ale waląc monitorem w czerep.

W pierwszej połowie lat 90. nastąpiło krótkie zachłyśnięcie „virtual reality”. Za pomocą nakładanych na głowę gogli z kaskiem, który wyświetla obraz miało to udawać rzeczywistość i być społeczną rewolucją. Kolejny raz okazało się, że komputery są za słabe żeby cokolwiek udawać, a grafika i świat VR jest brzydki i kanciasty.

Temat znów powraca. Ray Kurzweil niedawno stwierdził, że w ciągu najbliższych 15 lat możemy spodziewać się pierwszej syntezy biologii i technologii. Inaczej mówiąc, zespolenia człowieka z maszyną. Nie przebiera w słowach, mówiąc o tym, że przeniesienie świadomości do maszyn pozwoli nam żyć wiecznie, a rozróżnienie świata realnego i wirtualnego będzie niemożliwe. Coś na kształt matriksa.

Oczywiście nie przesadzajmy. Te zapowiedzi wypada przez sam szacunek dla logiki podzielić przez 10. Jednak coś niewątpliwie jest na rzeczy. W Gazecie Wyborczej z czwartku pokazał się duży wywiad z Philipem Rosedalem, twórcą “Second Life”.

To rodzaj gry komputerowej, symulującej rzeczywistość. Idealne dla wyalienowanych życiowo wykolejeńców. Nie ma celu, punktów czy potworów do zabicia. Po prostu sterujemy stworzoną przez siebie postacią, łazimy, spotykamy inne postacie, którymi przez internet sterują inni prawdziwi zagubieni w prawdziwym świecie. Graczy jest teraz ok. 6 mln.

Wokół “Second Life” trwa żenujący medialno-marketingowy szum. Do gry włażą postacie całkiem znane z realnego świata. Wirtualny koncert dał zespół U2. Pogadankę wygłosiły autorytety uczestniczące w ekonomicznym forum w Davos. Kilka krajów prowadzi tam swoje ambasady. Firmy takie jak Dell czy polski operator komórkowy Play otwierają wirtualne biura. Koncerny zleciały się jak muchy do wiadomo czego, bo w grze mamy tłumy ludzi.

Cała masa osób zamiast żyć swoim prawdziwym życiem siedzi w Second Life i oddaje się grze - symulatorowi życia, przy okazji nabijając kasę Linden Lab, twórcom Second Life (gra jest tylko częściowo bezpłatna).

Próby otrzeźwienia będą punktowane artykułami o “nowym, fascynującym świecie”, które będą pisali albo cyniczni marketingowcy albo niezdolni do krytycznego myślenia fanatycy tacy jak Krzysztof Urbanowicz, bezkrytycznie zafascynowani modą na Second Life.

Wszystko układa się doskonale. Graczy przybywa, kaska leci, konta puchną.

Wracając do świadomości ludzkiej zaklętej w układach scalonych. To czyste S-F. Cokolwiek się zdarzy za 15 lat, nie będzie to początek matriksa. Jednak jak widać, wyalienowanym internautom, którzy nie radzą sobie w realnym świecie, nie trzeba zbyt wiele. Siedzą przed komputerem i płacą za dość brzydką i graficznie kulawą iluzję świata. No bo przecież za każdą postacią kryją się prawdziwi ludzie.

Uhm, wychodzę na ulicę i mam to samo. Grafika lepsza. Postacie ładniejsze. Kawa, którą sobie zrobię, nie jest cyfrowa i pachnie. Dziewczyny mniej kanciaste niż na ekranie komputera.

First Life.

www

HBO: Powstanie film na bazie Second Life

Amerykańska stacja kablowa HBO właśnie kupiła wyłączne prawa do kręcenia pierwszego filmu osadzonego w świecie Second Life. Jak można wywnioskować z pierwszych komentarzy, będzie to film dokumentalny. Opowiadać on ma o życiu w wirtualnym świecie.

Film posiada bardzo skomplikowany tytuł: “Molotov’s Dispathes in Search of the Creator: A Second Life Odyssey”. Wszystko wskazuje na to, że fabuła może być również bardzo interesująca.

Główny bohater, Molotov Alava, podróżować będzie w trakcie filmu przez świat stworzony przez twórców gry. W trakcie tej przygody poznawać będzie nowych, wirtualnych przyjaciół i przede wszystkim charakter jaki mają wzajemne interakcje pomiędzy “wirtualnymi duszami”.

Jak podają nieoficjalne źródła, cała produkcja mam trwać około 35 minut. Premiera telewizyjna nastąpi w przyszłym roku.

Twórca filmu, Douglas Gayeton nie ukrywa, że liczy na to, iż film zostanie obsypany nagrodami. Oczywiście w kategorii filmów krótkometrażowych.

Niezorientowanym warto przypomnieć, że Second Life to tytuł z rodzaju MMO. W wirtualnym świecie gracze tworzą swoje postacie i prowadzą coś na kształt drugiego życia. Mogą kontaktować się z innymi, czy nawet wydawać oraz zarabiać prawdziwe pieniądze. Do tej pory gra przyciągnęła już około 9 milionów graczy.

Czy film okaże się równie wielkim hitem? Przekonamy się już w przyszłym roku.

www

Jeśli kogoś kocham, w realu czy tutaj, nie zdradzę go nigdzie


Wirtualne biuro firmy badawczej IQS w “Second Life”. 8 sierpnia, wieczór. Trwa spotkanie z awatarami. Vadim McCaw, awatar reportera “Gazety”, stoi tyłem na pierwszym planie. Z lewej lustro weneckie, za którym McCaw za chwilę się skryje.

Magda próbowała opowiedzieć rodzinie o “Second Life”. Nie zrozumieli, patrzyli jakby była umysłowo chora: - Wstydzę się im przyznać, jak bardzo drugie życie uzależnia i że wszystkie uczucia przenoszą się na niego. Real nie jest ważny - w środowej Gazecie Wyborczej, reportaż o pierwszym w Polsce badaniu opinii wśród graczy “Second Life”

- Czy zdrada w wirtualnym świecie, to zdrada? - MattW Darcy wstrzymuje oddech. To pytanie łamie umowę. Obiecał przecież, że nie zada ani jednego pytania o świat rzeczywisty. MattW boi się, że awatary przerwą rozmowę i rozpłyną się w powietrzu.

Nikt jednak nie znika zza owalnego stołu.

W sali konferencyjnej biurowca na wyspie Moonberry gra cicho latynoska muzyka. Za oknami błyszczy plaża i jezioro. Ja - Vadim McCaw - stoję za weneckim lustrem. Uczestnicy rozmowy mnie nie widzą i nie słyszą.

MattW pyta jeszcze raz: - Czy zdrada w wirtualnym świecie, to zdrada?

Pierwsza odpowiada Ilona Jong: - Tak.

Philip Leon: - Tak.

Marianne Delaunay, Leonardo Reno i inni powtarzają: - Tak.

- Bo ufa człowiek, a nie piksele - wyjaśnia Efferalgan Jodlowski.

Drugie życie w Second Life prowadzi już 40 tys. Polaków.

W tym świecie możesz latać

Na pewno słyszeliście o “Second Life”, internetowej grze w życie. Prawie osiem milionów ludzi ma “Second Life” swojego awatara, czyli swoje “drugie ja”. Wśród nich jest 40 tys. Polaków.

Tu wszystkie kobiety są piękne, a mężczyźni - przystojni. Nie ma łysych, nikt nie ma nadwagi, średnia wzrostu to 180 cm.

Mieszkają w miastach otoczonych oceanem i kilometrami plaż. Mogą pracować, jeśli chcą, mogą wypoczywać, kiedy mają ochotę. Mogą chodzić pieszo, mogą jeździć samochodami, mogą wreszcie oderwać się od ziemi i latać.

Mogą ze sobą rozmawiać, przyjaźnić się, zakochać, a nawet uprawiać seks.

W wirtualnym świecie “Second Life” możliwości są nieograniczone.

Firma badawcza IQS and Quant Group jako pierwsza w Polsce próbuje dowiedzieć się więcej o Polakach, którzy wiodą podwójne życie w internecie.

Chce zrozumieć, co im dają awatary.

I sprawdzić, czy światy wirtualny i rzeczywisty się przenikają i jak.

Być może ktoś - producent butów, sieć komórka lub jakiś bank - zechce w “Second Life” promować swój towar albo markę. W końcu każdy awatar skrywa człowieka, który w rzeczywistym świecie kupuje buty, dzwoni i płaci kartą. Interesy robią tu już firmy z Zachodu, w Polsce to wciąż nowość.

Nie pytaj o pierwsze życie

Prawdziwe biuro IQS mieści się w cichej uliczce w centrum Warszawy, w starej kamienicy. W środku jest przytulnie, ale raczej ciasno. Obok recepcji są dwa krzesła i wieszak, dlatego goście są zwykle zapraszani od razu do sali konferencyjnej.

Biuro IQS w “Second Life” jest wielokrotnie większe. Nowoczesny biurowiec na wyspie Moonberry, przestronny hall, białe skórzane fotele, wazony z kwiatami, akty na ścianach.

Tu i tam jest czwartek, 8 sierpnia, godz. 18.30. Do wirtualnej sali konferencyjnej ściągają zaproszone awatary.

Za owalnym stołem czeka już MattW Darcy, w prawdziwym świecie Matt Wójcik, szef działu badań jakościowych. Wita wchodzących: Ilonę, Philipa, Leonarda, Marianne i innych. Łącznie 9 osób.

Wyglądają wystrzałowo. Na przykład Magda Apogeum jest zgrabną blondynką, ma krótko przystrzyżone włosy, nosi długą białą sukienkę, w ręce ma różę. Efferalgan Jodlowski ubrała się na czarno, ma czarny długi ogon, niczym diabeł. Awatary wyglądają i zachowują jak żywi ludzie. To są żywi ludzie.

Oglądam to wszystko z dwóch miejsc naraz - jako Vadim Makarenko siedzę przed komputerem w warszawskiej siedzibie IQS, jako Vadim McCaw stoję za lustrem weneckim w biurowcu na Moonberry.

Oglądam awatary, ale nie słyszę ich głosu. Rozmowa toczy się na czacie.

Matt Wójcik przypomina: - O jedno nie wolno pytać: o ich pierwsze, realne życie.

- Bez sensu! - protestuję. - Przecież to normalne badanie!

- To bezwzględne tabu w “Second Life”. Jeśli je złamiemy, nic się nie dowiemy.

Każdego stać na diamenty

Badanie zaczyna się od rozgrzewki.

MattW: - Kiedy i dlaczego trafiliście do “Second Life”?

Leonardo: - Od miesięcy w “Wiadomościach” co rusz było o “Second Life”. Ja się tym nie interesowałem, bo nie wiedziałem, że tu można budować, co się chce.

Marianne: - Jak wielu Polaków, jestem “dzieckiem” artykułu w “Gazecie Wyborczej” [z końca 2006 r.]. Choć to brzmi głupio, drugie życie było spełnieniem moich marzeń. Zawsze chciałam, żeby taki świat istniał. Przez pierwsze dwa dni latałam.

MattW: - Co was kręci w tym świecie?

Efferalgan Jodlowski: - Tutaj możliwości kreacji są ograniczone tylko ramami twojej własnej fantazji. W “Second Life” zorganizowałam swoją pierwszą wystawę fotografii, założyłam galerię. W prawdziwym świecie tego nie osiągnęłam.

Magda Apogeum: - Tak, tu można budować, tańczyć, kochać się, nawet zajść w ciążę. Można się pięknie ubrać i mieć piękne samochody. W RL [real life - w prawdziwym życiu] to pozostaje tylko mrzonką.

Leonardo: - Tu każdego stać na jacht, Ferrari, odrzutowiec i diamenty.

Hans98 Ibsen w SL [”Second Life”] nie ma szefa nad sobą: - Sam zatrudniam dwie pracownice i nie muszę za nie odprowadzać ZUS-u!

Nie ma kulki, nie mogę spać

Mniej więcej po 40 minutach awatary zaczynają się odsłaniać.

Marianne: - SL uzależnia.

MattW: - Jak?

Marianne: - Na przykład tak, że spotykasz na ulicy koleżankę i zastanawiasz się, jak jej sukienka wyglądałaby w SL…

Hans98: - Albo jak wyglądałaby jej skóra.

Magda: - Ja w RL szukam w sklepach podobnych ciuchów i podobnych butów, co w “SL”.

Efferalgan: - Kiedyś po bardzo męczącym dniu miałam koszmar. Chciałam położyć się spać, ale nie mogłam, bo na łóżku nie było kulki z pozą.

(”Kulka” to narzędzie, które pozwala mieszkańcom “Second Life” przyjmować różne pozycje. Bez nie niej nie ma tańca, całowania się czy seksu).

Magda: - Kilka razy próbowałam opowiedzieć swojej rodzinie o SL. Nie rozumieli tego, patrzyli jakbym była umysłowo chora. Wstydzę się im przyznać, jak bardzo SL uzależnia i że wszystkie uczucia przenoszą się na niego. Real nie jest ważny.

Filtruję kochanków według potrzeb

Marianne: - Staram się oddzielać życie w SL od RL. W SL można mieć przyjaciół, znajomych, kochanków i filtrować ich do RL według potrzeb.

Efferalgan: - W RL poznałam bardzo miłego faceta. Polubiliśmy się, zaczęliśmy spotykać. Okazało się, że w RL mieszkamy niedaleko siebie. W RL się zaprzyjaźniliśmy, a w SL się pobraliśmy!

Magda: - Też spotkałam się w RL z chłopakiem poznanym w SL, ale tylko raz.

Leonardo: - Moja dziewczyna na początku była zszokowana tym, że w SL jestem kobietą, bo myślała, że to moje alter ego. Musiałem jej tłumaczyć, że nie jest.

Minęła 89. minuta badania, gdy MattW zapytał o zdradę.

Magda pewnego dnia usiadła przed komputerem, żeby wejść do SL. Po chwili zauważyła, że na liście znajomych brakuje Leonarda: - Okazało się, że wykreślił go mój chłopak.

Leonardo: - W SL nie wolno przekraczać granic, akceptowanych nie tyle przez nas samych, co przez naszych partnerów.

Ilona: - Zazdrosny bywa też mój chłopak. Prowadzimy w SL klub. Jeśli ktoś flirtuje ze mną, mój chłopak go banuje - taka osoba już nie ma powrotu do klubu.

Marianne: - To zależy od wewnętrznego kompasu. Jeżeli kocham kogoś, nie zdradzę go nigdzie, jeżeli kocham za mało, to mogę i tu.

Marzenia odeszły, został tylko real

MattW: - Wyobraźcie sobie, że piszecie list pożegnalny do znikającego “Second Life”. Każdy może dopisać jedno albo dwa zdania.

Zapada cisza.

Ilona: - Ojej, nie mów tak. Serce mi pęknie.

Philip: - Marzenia odeszły, został tylko real.

Magda: - Mój Boże, jak teraz będę widywać mojego chłopaka? Co się teraz stanie z moim czasem, który prawie cały poświęcałam na “Second Life”?

MattW: - Ostatnie pytanie: gdybyście mogli wziąć coś z SL i przenieść do RL? Co by to było?

Ilona: - Kurcze, biorę mojego partnera!

Hans98: - Moje samochody i kino domowe.

Marianne: - Po pierwsze, przyjaciela. Po drugie, stan konta. Po trzecie, umiejętność latania.

Badanie opinii w “Second Life” IQS & Quant Group przeprowadził 7 i 8 sierpnia 2007 r. w dwóch grupach: 7- i 9-osobowej. Respondenci nie ujawnili ani nazwisk z pierwszego życia, ani nie zgodzili się na publikację ich pseudonimów z drugiego. Dlatego wszystkie imiona i nazwiska mieszkańców “Second Life” w tym artykule zostały zmienione

www