Archive for the 'Lustracja' Category

Zasady zobowiązują - Antoni Mężydło

Człowiek którego darzę głębokim szacunkiem zdecydował się odejść z PIS i przejść do PO. Cieszy mnie to, gdyż po spotkaniu z posłem Antonim Mężydło, parę miesięcy temu, w “Młodzież Kontra”, powiedziałem do znajomego, że właśnie tacy ludzie jak on powinni budować Platformę, a nie Tuski i Schetyny.

 

Gdy szukałem informacji na jego temat, jako przyszłego gościa MK, krótka lektura informacji dostępnych w internecie zyskała mu błyskawicznie moją sympatię. Niejednokrotnie w dyskusjach - zwłaszcza z przeciwnikami lustracji, konfrontowałem jego postawę z biednymi “ofiarami” SB, które donosiły, kłamały i często brały za to pieniądze. On był jednym z tych ludzi, którzy udowadniali że da się inaczej. Torturowany się nie ugiął, podczas gdy do złamania Maleszki starczyła groźba wyrzucenia ze studiów(słowa Maleszki!).

 

Przypomnijmy:

[…] Wkrótce niektórzy członkowie grupy rozpoczęli akcje, które miały charakter wprost przestępczy. Porwali czterech znanych działaczy toruńskiej „Solidarności”: Piotra Hryniewicza (10 lutego 1984 r.), Gerarda Zakrzewskiego (21 lutego 1984 r.), Antoniego Mężydłę (2–4 marca 1984 r.) i Zofię Jastrzębską (2–4 marca 1984 r.). Nad porwanymi znęcano się fizycznie i psychicznie. W arsenale środków użytych przez esbeków było m.in. pozorowanie egzekucji, grożenie śmiercią, bicie, polewanie zimną wodą, uderzanie po piętach, pozorowanie nacinania tętnicy szyjnej, uniemożliwianie snu, głodzenie. Od porwanych działaczy bezskutecznie próbowano wydobyć informacje na temat toruńskiego podziemia. Zmaltretowane ofiary wypuszczono. Porywacze udawali, że nie są funkcjonariuszami SB, Antoniemu Mężydle włożyli nawet kartkę sygnowaną przez tajemniczą „Organizację Anty-Solidarność”. Jeden z porywaczy – Marek Kuczkowski – został jednak rozpoznany przez Piotra Hryniewicza.

WOJCIECH POLAK, UNIWERSYTET TORUŃSKI “TORUŃSKIE WĄTKI I ECHA SPRAWY KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI”

Znacznie bliższe, niż jego kolegów, były mi również poglądy posła Mężydło, jako że uważany jest za konserwatywnego-liberała. Przebija to również z jego publicznych wypowiedzi, za które ponoć władze partyjne nałożyły na niego zakaz kontaktowania się z mediami kawałek czasu temu.

 

Teraz człowiek, którego uważam za osobę nieskazitelną i nieugiętą, którego naprawdę “zasady zobowiązywały”(zawsze!), odchodzi z PIS. Z pewnością zwolennicy zrzucą to na karb niskiego miejsca na listach wyborczych PIS(piąte), najniższych pobudek - dbałości o własną karierę. Ale czy to jedyny powód? Zwłaszcza, gdy mało który analityk polskiej sceny politycznej wieszczy Platformie sukces - mimo sławetnych “sondaży”?

 

Antoni Mężydło zawsze udowadniał, że poza partyjnymi, można mieć własne poglądy. Tak jak i Rybitzky - “cierpiący PISowiec”. Miejscem na listach Antoni Mężydło zapłacił tylko za tę “odwagę cywilną” - jak to nazwał Donald Tusk, albo “niesubordynację” jak to nazwał informator dziennika.

 

Moim zdaniem, odejście z PIS Antoniego Mężydło to konsekwencja jego przekonania, że za odmienne poglądy nie powinno się karać. Ostatnią kroplą która przepełniła czarę goryczy mogło być właśnie piąte miejsce na listach… Albo pierwsze miejsce dla posłanki Sobeckiej - za wierność zasadzie BMW. (Bierny, Mierny ale Wierny!)

 

Co w ogóle znaczy wspomniana “niesubordynacja“? Znaczy, że własne poglądy wciąż w PIS nie są w cenie. Filozofia “partii wodzowskiej”, gdzie Jarosław Kaczyński podejmuje decyzje i mówi jak członkowie mają myśleć jest może skuteczna, ale - jak widać na przykładzie posła Mężydło - odrzuca naprawdę wartościowych ludzi. A nie wiem, czy PIS stać na pozbywanie się tych niewielu prawdziwych osobowości jakie tam pozostały. Antoniego Mężydło mogę szanować i jako polityka, i jako człowieka. A co PIS może zaoferować zamiast niego? Kurskiego? Karskiego? Fotygę? Mojzesowicza?

 

Czy PISowi wystarczy legion BMW i Ziobro?

 

ps. Wiem że miało mnie już nie być, ale zerknąłem w RSS i naprawdę szlag mnie trafił, gdyż Antonii Mężydło jest jednym z niewielu polityków w tym kraju którego szczerze lubię. Niezależnie od przynależności partyjnej.

Gniewomir Świechowski

Wałęsa a passus Wielgusa

Wczorajszy tekst był pisany pod wpływem emocji, tym samym niespójny i mało obiektywny. Dziś chcę ten błąd naprawić i na zimno zanalizować całą sytuację. Mam nadzieję że uda mi się to osiągnąć.

Zdefiniować problem: Wałęsa a passus Wielgusa

Najważniejsze w tej sprawie jest uświadomienie sobie, co chcemy osiągnąć. Lech Wałęsa to nie tylko ułomny człowiek jak każdy z nas. Jest to również symbol walki o demokrację, rozpoznawalny na całym świecie. Nie opłaca się nam - Polakom - niszczyć tego symbolu. Stwierdził to nawet najzacieklejszy orędownik teorii, że Wałęsa był agentem, Krzysztof Wyszkowski, w zakończeniu słynnych “Plusów dodatnich, plusów ujemnych”. Jednak, mamy prawo surowo oceniać człowieka który się za tym symbolem kryje. Nie za ewentualną współpracę, która w świetle twierdzenia IPN, że dokumenty na temat Wałęsy były fabrykowane, jest trudna do udowodnienia. Patrząc przez pryzmat ówczesnych realiów, nie można by jej również jednoznacznie potępić.

Jednak jego aktualne zachowanie, wobec Joanny Duda-Gwiazdy i Andrzeja Gwiazdy, oraz wspomniany w tytule “passus Wielgusa”, winny zostać napiętnowane. Kompromitacją biskupa nie był fakt podpisania podsuniętego przez SB papieru, było nią zaprzeczenie jego istnieniu i zdrada wobec Ojca Świętego, jaką było wprowadzenie go w błąd. Analogicznie, Lech Wałęsa niejednokrotnie zaprzeczał jakimkolwiek kontaktom ze służbą bezpieczeństwa, jednakże takie kontakty się odbywały, co sam potwierdził(!). Znacznie poważniejszy jest zarzut zdrady, w tym wypadku podwójnej. Pierwszą były słowa “Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj.” wypowiedziane w sławetnej nocy w 1992. Drugą, żądanie przeprosin i zwrotu Orderów Orła białego, od Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Oni, według mojej wiedzy, nic nie podpisywali, będąc równie narażeni na szykany w tamtych strasznych czasach. Mieli więc moralne prawo “pierwsi rzucić kamień”, zażądać jasnej odpowiedzi. Co usłyszeli zamiast niej? Andrzej Gwiazda dowiedział się, że: “Tam w stoczni też uderzał i udawał bohatera”

Pod rozwagę

Lech Wałęsa (”Plusy dodatnie, plusy ujemne” - zapytany o współpracę, YouTube):

“Nie dałem się nigdy złamać, ani na sekundę nie byłem po przeciwnej stronie, ani sekundy nie byłem żadnym agentem.”

Lech Wałęsa (”Nocna Zmiana” - oświadczenie wycofane z serwisu PAP 1992, YouTube):

Po pierwszym strajku w stoczni w grudniu 1970 r. przysiągłem Bogu i sobie, że będę walczył aż do zwycięstwa nad komunizmem. Byłem przywódcą strajku, próbowałem różnych możliwości i różnych sposobów walki. Aresztowano mnie wiele razy. Za pierwszym razem, w grudniu 1970 r. podpisałem 3 albo 4 dokumenty.”

Rzeczpospolita (”Wałęsa nie był agentem” - artykuł z okazji uznania Wałęsy za pokrzywdzonego 2005):

“Sam Wałęsa na spotkaniach Wolnych Związków Zawodowych w latach 70, czy później we wspomnieniach pod tytułem “Droga Nadziei”mówił o grach z SB, że “coś podpisał””

Lech Wałęsa (”Nocna Zmiana” - spotkanie w sprawie powołania nowego rządu, YouTube) :

Moczulski - Właściwie tak tuśmy doszli do wspólnego wniosku, że można nawet w tej chwili powołać premiera na tak zwane porozumienie dżentelmeńskie. Żeby na tydzień był premierem. W ciągu tygodnia uformujemy koalicję.
Wałęsa - Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj.
Pawlak - Tylko że to jest trochę gangsterski chwyt.
Wałęsa - Panowie, na kogo ma moja nominacja być? Czy przejdzie Pawlak? Panie Tadeuszu, ale pan jest wicepremier.
Mazowiecki - Ja nie wejdę do rządu, ale mogę to skonsultować.
Wałęsa
- Słuchajcie, bo jak nie przejdzie, to jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Też możemy się porozumieć, że później będziemy robić różne układanki jeszcze. Ale natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby nie przyszli do biura.
Tusk - Jak SLD nie skrewi, to przejdzie. A jak nie przejdzie…
Moczulski - To wtedy przecież pan Waldek nie będzie się upierał, prawda.
Tusk - Panowie, policzmy głosy - KPN, SLD, mała koalicja.
Moczulski - Jeśli lewica wstrzyma się od głosowania, to nam wystarczy.
Tusk - Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych SLD nie wstrzyma się, tylko będzie głosować za odwołaniem.
Moczulski - Za odwołaniem tak, ale czy będzie głosował za Pawlakiem w ogóle.
Tusk - Waldek, twierdziłeś, że tak. Dla SLD jest lepszy kandydat do poparcia.
Wałęsa - Dzisiaj wysondowałem wszystkie możliwości, dziś nie przeciągniemy inaczej.
Moczulski - Podejmujemy męską decyzję: Pawlak i koniec.
Głosy - Zgoda, zgoda, zgoda.
Wałęsa - Pismo jest przygotowane. Dzisiaj, natychmiast. Ja jutro nie mogę ich wpuścić do biura.

Lech Wałęsa ( Rozmowa z SB z 1982 - ze względu na dużą objętość jedynie link. Podziękowania dla blogerów: Czarny Pijar, Galba )

Teczka

Zamieszczam tu najbardziej wymowny fragment jaki (jak dotychczas) znalazłem w materiałach ujawnionych przez Lecha Wałęsę. Zastrzegam jednocześnie, że nie możemy wykluczyć, iż zostały przez SB zmanipulowane. Aby podważyć autorytet IPN potrzeba więcej niż poszlak. (czerwone fragmenty - GŚ)

cdn

Lech Wałęsa - dlaczego?

Lech Wałęsa ujawnił dziś, jak twierdzi, wszystkie materiały na swój temat otrzymane z IPN. Zdeklarował jednocześnie, że nie przeczytał ich w całości i nie poddawał ich żadnej cenzurze. Biorąc pod uwagę ich objętość, musimy jeszcze poczekać na rzeczową analizę tych materiałów, lecz już dziś można zadać pytanie: dlaczego to zrobił? Z pozoru, jest to oczywista kontynuacja sporu z innymi bohaterami “Solidarności”, małżeństwem Gwiazdów, oraz Anną Walentynowicz, oskarżającymi go o współpracę z SB. Lech Wałęsa miałby być wg nich występować pod pseudonimem “Bolek” uzyskiwać z niej korzyści finansowe.

Aktualizacja: Cytując za Dziennikiem

 

Lech Wałęsa nie opublikował w internecie wszystkich dokumentów SB na swój temat. Jak powiedział TVN24, w pozostałych teczkach jest “bezsensowny materiał i informacje od zwykłych kablarzy”.

Aktualizacja: Cytując za gazeta.pl

To nie są wszystkie materiały, które b. prezydent dostał z IPN. W TVN 24 zadeklarował, że jutro opublikuje resztę […] Jak powiedział, jest tam jeszcze około 100 stron bzdur. Pytany o te materiały powiedział w TVN 24, że opublikuje je jutro.

Anna Walentynowicz

Z pobieżnej lustracji kilku dokumentów wybranych przez Lecha Wałęsę wynika, że faktycznie, bezpieka chciała podgrzać konflikt Anny Walentynowicz z Wałęsą w 1985. Konflikt który, jeśli wierzyć pani Walentynowicz, rozpoczął się już w 1980 w Stoczni Gdańskiej. Jednakże w ‘85, musiała zdawać sobie sprawę z takiego niebezpieczeństwa. W wywiadzie dla “Naszej Polski”, pani Walentynowicz mówi na temat podrzuconych jej, w obozie dla internowanych w Gołdapi, dokumentów kompromitujące Wałęsę:

 

Były to 4 strony maszynopisu, w których ujawniono Wałęsę jako współpracownika SB o pseudonimie “Bolek”, za co otrzymywał pieniądze. Esbecy chcieli, żebym to rozgłosiła, a - w myśl ich intencji - oni mnie wtedy skompromitują jako występującą przeciw Wałęsie. Spaliłam ten esbecki maszynopis […]

Po czym A. Walentynowicz, stara się uwiarygodnić tezę, że Wałęsa to jednak “Bolek”. Dalej, twierdzi m.in., że zamiast słynnego “skoku przez płot”, Wałęsa dostał się do stoczni motorówką, co zaaranżował kontradmirał Janczyszyn.

A. Gwiazda

W dokumentach znajduje się również fragment:

 

Na spotkaniu z załogą Zarządu Portu w Gdańsku w dniu 26.11.br zyskał jeszcze większą popularność poprzez ograniczenie swojego wystąpienia do zakresu najistotniejszych spraw socjalnych robotników. W związku z powyższym proszę o utwierdzenie A. Gwiazdę w przekonaniu o słuszności powołania nowego Zarządu Regionu, który byłby przeciwwagą dla autokratycznych wpływów L. Wałęsy, rozpoznanie stanowiska A. Gwiazdy, zamierzeń i planów w tym zakresie.

Po nim znajdują się wytyczne, jakie argumenty byłyby adekwatne do wykonania powyższego zadnia. Wałęsa, mimo iż twierdzi: “Nie miałem zamiaru szybko ujawniać tych materiałów, bo nie chcę grać tak samo perfidnie, jak Kaczyńscy i ta grupa. Cały czas twierdzę, że te esbeckie świstki uderzają najbardziej w Solidarność, w ludzi walki.”, oraz że: “Obecna ekipa rządząca w Polsce działa podobnie, realizując pośmiertny plan dawnego aparatu władzy” (cytaty za wp.pl). Uznaje, że cytowane materiały kompromitują Gwiazdę. Nazywa go człowiekiem “niepoważnym”

1970-1977

Sedno sprawy, czyli współpraca “Bolka”, miała rozpocząć się w czerwcu 1970, jednak jak dotychczas nie znalazłem w “teczce” Wałęsy dokumentów z tego okresu, więc trudno w jakikolwiek sposób wyrokować w tej kwestii. Świadczyć jednak o współpracy Wałęsy mają również, zamieszczone na stronie “Solidarności Walczącej” dokumenty, posiadające oznaczenia IPN. Dotyczą właśnie TW “Bolka”, płatnego konfidenta. Lech Wałęsa napisał o nich ( cytując za stroną Solidarności Walczącej, pisownia oryginalna)

 

Facet co ja mam z tym Waszym g..zrobić wszystko co piszecie o mnie to kłamstwo i pomówienie .Wszędzie gdzie udało się dotrzeć jak n/p dziennika rejesrtacji TW , poprzez Karty -E14.i.t.d Nigdy tam nie było mojego nazwiska To i inne było podawane że istnieje w zapisie , albo załatwiane kserami z ksero Na bazie tych materjałów , pomówjeń dostawałem sie w opisie naprzykład do wniosku o internowanie i winne opisy .Mam nadzieje że sprawdzicie to i szybko mnie przeprosicie .LW

Przez wielu komentatorów, za poszlakę w tej sprawie traktowana jest również sławna noc z 1992, gdy utrącono pierwszą “listę Macierewicza”, wraz z ówczesnym rządem. Sławetnej nocy Wałęsa mówi: “nie mogę ich jutro wpuścić do biura” , “wy nie wiecie jak, jak oni za daleko zaszli”, “natychmiast, dziś!”. Lista zawierała 63 nazwiska - o ile pamiętam - ujawniono niemal wszystkie z nich, za wyjątkiem 2-3, jednym z miało być nazwisko “Bolka”.

Ciekawym przyczynkiem do oceny postawy Lecha Wałęsy może być również cytowany przez D.K.G. fragment dokumentu bezpieki o następującej treści:

 

II. Celem działań jest dalsze utwierdzanie A. Walentynowicz w przekonaniu, że L. Wałęsa nadal współpracuje z SB. (…)

Skonfrontowany z wypowiedzią Wałęsy, iż:

 

Nie dałem się nigdy złamać, ani na sekundę nie byłem po przeciwnej stronie, ani sekundy nie byłem żadnym agentem.

Polecam lekturę.

Konkluzja

Widzę dwie możliwości, albo Wałęsa po postu odpowiada pięknym za nadobne Gwiazdom i A. Walentynowicz albo… Albo chce uciąć raz na zawsze sprawę swojej ewentualnej współpracy i powstrzymać chcących badać tą sprawę, przedstawiając swoich przeciwników jako zmanipulowanych przez bezpiekę, “niepoważnych” ludzi. Niestety, jestem coraz bardziej przekonany, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna, mimo, że wciąż nie wykluczam manipulacji bezpieki. Jednak, nawet w takim wypadku trudno byłoby coś zarzucić A. Walentynowicz i A. Gwieździe. Przesłanek z już wolnej Polski nie brakuje.

Więcej gdy przegryzę się przez całe pięćset stron ujawnionych dokumentów i zbadam dokładniej materiały do których się tu odnoszę. Niedługo.

Aktualizacja (niedziela 21:51):

Do wszystkich “szybko czytających”:

Ściąganie teczki Lecha Wałęsy rozpocząłem dokładnie 265 minut temu i przeglądam właśnie ściągnięte w tym czasie 242 strony. Ściąganie plików mam zautomatyzowane, ręcznie zajęło by to calutki dzień. Gratuluję wszystkim którzy od jej opublikowania teczki zdążyli jej zawartość ściągnąć, przeczytać i ocenić. Chciałbym jednak wiedzieć… jak? Teczka najprawdopodobniej została opublikowana wczoraj o 22:00, o czym szersza publiczność dowiedziała się dopiero dziś po południu.

Gniewomir Świechowski 

Lustracją i Mieciem

Lustracją i Mieciem, znaczy się TW “Mieciem”, traktuje się teraz Polskie elity. Celuje w tym partia braci Kaczyńskich, przy uprzejmej pomocy cieknącego IPN. Z pozoru, jest to zaspokajanie marzeń prawicowych wyborców. Jednak, w ten sposób, PIS może, w dłuższej perspektywie, “strzelić sobie w stopę”, kompletnie zrażając do siebie młodych, ledwo(albo wcale) pamiętających PRL ludzi (pisał o tym ostatnio Zetor), czyli, w ostatecznym rozrachunku, popychając ich w gościnie rozwarte ramiona SLD. Babranie się w przeszłości młodych nie interesuje, kolejne rewelacje z teczek nudzą, a co najważniejsze:

Młodzi nie rozumieją czemu lustracja ma służyć.

Nie z przyrodzonej tępoty, lecz braku rzetelnej informacji, wyjaśnienia. Dla mnie, teraz, kwestia zasadności lustracji jest poza wszelką dyskusją, jednak zajęcie takiego stanowiska wymagało lektury kilku książek, dwóch teczek oraz kilkunastu opinii i komentarzy. Ci z którymi, wczorajszej nocy, nad kuflem, dyskutowałem o polityce tego wysiłku nie podjęli, lecz rozumiem ich w pełni.

Młodzi ludzie(nie wszyscy, acz większość), widzą jedynie kontrast, między żółcią lejącą się z ust lustracyjnych zelotów, a hasłami o demokracji, wolności i przebaczeniu, którymi niczym miodem smaruje się ukryte przesłanie, że wina nie niesie za sobą konsekwencji. Podważa to sens mówienia o jakiejkolwiek uczciwości, gdyż prawo które jest jej strażnikiem nie opiera się na surowości kary, lecz jej nieuchronności. W przypadku lustracji, poza najdrastyczniejszymi przypadkami, karą może być już jedynie społeczny ostracyzm, jednak nawet to, podtrzymuje już zasadę konsekwencji, następstwa: wina-kara.

Jednego z moich adwersarzy, zapalonego kibica i jak sądzę “blokersa”, do refleksji zmusiło dopiero pytanie: “Co się na twoim osiedlu dzieje z człowiekiem, który zakablował kumpli na policję?”. Dopiero analogia podziemia i nieformalnych osiedlowych grup, a SB do Policji, była na tyle uderzająca, że przebiła się przez zaczadzony “demokracją” umysł. Dla niego, ten kto jest atakowany, brutalnie i bezpardonowo, jest ofiarą i wzbudza więcej sympatii niż kat. Nie widział jednak prawdziwych ofiar PRL, a jedynie “ofiary” “lustracyjnej” RP(terminu “IV RP” ze względu na konstytucję nie uznaję) i z tego wynikał głośny sprzeciw wobec lustracji, oraz irracjonalna antypatia do PIS, w konfrontacji do mojej, opartej na konkretnych przesłankach. Wszak, czy lustracyjne epitety mogą kogoś oświecić? O PRL trzeba informować, a nie indoktrynować, czego PIS zdaje się nie wiedzieć. Pokazać gdzie jest teraz Maleszka, a gdzie Pyjas. Co przeżył Antonii Mężydło. Fakt, że jeden donosił, brał pieniądze i żyje, drugi został zabity, a trzeciego torturowano, jest bardziej wymowny niż plucie epitetami, ocenami. Najważniejsze, choćby bolało, informować bez emocji i pozwolić na samodzielne wyciągnięcie wniosków.

Zdrowa demokracja opiera się na dwóch nogach i byłbym niepocieszony, gdyby, za parę lat, prawa zaczęła mocno kuleć. A tak się stanie, jeśli wspomniane niezrozumienie potrzeby lustracji, będzie dalej pogłębiane przez propagandę obu stron. Gdy PIS padnie ofiarą zbudowanej przez siebie polaryzacji na “wykształciuchów” i “ciemnogród”, oraz upadku lustracyjnego filaru tej partii.

 

 

ps. Niechęci do otwarcia archiwów i nieudolności w sprawie ostatniej ustawy lustracyjnej nie poruszam, czekając na jakieś konkretniejsze ruchy i deklaracje.


coldplay teksty Pieniądze to nie wszystko darmowe mp3 Edyta Górniak Sukienki wieczorowe