Archive for the 'Gniewomir Świechowski' Category

O Boże! Młodzi poszli głosować. To jesteśmy pogrzebani.

Powyższe słowa miał wypowiedzieć działacz PISu, gdy dotarła do niego wieść że do urn poszła połowa ludzi między 18 a 20 rokiem życia. Miał rację. Skromnie reprezentowana dotychczas na wyborach młodzież, zamachnęła się, wymierzając PISowi celnego kopniaka, w miejsce gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. To ona okazała się być języczkiem uwagi w tych wyborach. Języczkiem, który zniwelował siłę bardziej zdyscyplinowanego elektoratu PIS.

Ale czy ktoś to otwarcie przyzna?

Salonowi zwolennicy PIS uznali zwycięstwo Platformy wśród młodych za wynik prania mózgu jakiemu ich poddano, wrodzonego niedorozwoju lub medialnej manipulacji. Lecz nie o tym będę pisać, gdyż Galopujący Major wybrał już co celniejsze przykłady. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fragment wypowiedzi Rafała Ziemkiewicza, którą zaskoczył mnie podczas “Warto Rozmawiać” - programu pana Pospieszalskiego. Zaskoczył, stawiając identyczną z moją diagnozę.

PIS nic nie zaoferował młodym.

Zabiegając o elektorat ludzi starszych, potraktowano młodzież jako współczesnych nihilistów, którzy zamiast na wybory pójdą na piwo, albo się gzić. Zapewne by tak wolała, ja bym tak wolał, ale mimo to poszedłem na wybory - tak jak i moi równieśnicy. By ukarać przekonanych, że polacy mają tylko 40 lat i więcej, że Polska należy do byłych opozycjonistów i postkomunistów - ale tak nie jest, my też tu mieszkamy. Los zadecydował, że zagłosowałem tak samo reszta młodzieży, i nie żałuję. Bynajmniej nie dlatego, że zwyciężyła Platforma. Dlatego, że partyjni kacykowie, z Jarosławem Kaczyńskim na czele dowiedzieli się czegoś nowego.

Młodzi wynieśli partię na szczyt i mogą ją z niego za 4 lata zwalić.

Olano młodzież, jej potrzeby i… jej odbiór pewnego stylu uprawiania polityki - to się zemściło. Mam nadzieję, że przez najbliżesze 4 lata ta lekcja dobrze się utrwali w pamięci tych, którym młodzi dali kredyt zaufania i tych którym zaserwowali czerowną kartkę.

Zasady Zobowiązują: Zamiast opozycjonisty agent i PRLowski poseł

Zamiast Antoniego Mężydło, człowieka z piękną solidarnościową przeszłością, PIS wystawia byłego PRLowskiego posła i człowieka którego Kaczyński nazwał “ruskim agentem” wraz z Anną Sobecką, więc czy wciąż “zasady zobowiązują”?

 

Po raz kolejny waham się, które zło jest mniejsze: PO czy PIS? Mój głos jest co prawda tylko jednym z milionów, ale uważam go za ważną deklarację, chyba ważniejszą dla mnie niż dla wyniku wyborów. Oznacza on, że nie jest mi obojętne co się stanie z moim krajem, że będę miał moralne prawo by wyklinać bądź chwalić rządzących i opozycję!

 

Wiem że jest w PIS wielu ludzi, głownie z “liberalnego”, a nie “solidarnego” skrzydła, których nie sposób nie darzyć szacunkiem. Nieraz odgrywałem rolę “Advocatus Diaboli”, w prywatnych rozmowach broniąc PIS, którego jako partii sympatią nie darzę. Problemem jest, że nie zwykłem odbierać świata zero-jedynkowo, zwłaszcza politycznego, a biorąc na ruszt choćby wspomnianą Platformę, to nie jest nią tylko Rokita, Gowin, a teraz Mężydło, lecz również Tusk i Schetyna - których obdarzam równie “ciepłymi” uczuciami co Kaczyńskich, acz mniejszą dawką szacunku. Choćby ten dysonans w stosunku do liderów, powinien mnie skierować w ramiona PIS. Ale tak się nie dzieje.

 

Dlaczego?

 

Anny Sobecka okazała się być godną reprezentantką PIS w Toruniu. Ale, za tym jednym szaleństwem, które zamiast pokazać właściwe miejsce w szeregu Antoniemu Mężydło, skłoniły go do odejścia, poszły następne. Na listy PIS ma trafić również Ryszard Bender i Zygmunt Wrzodak. Do Wrzodaka sam Kaczyński powiedział kiedyś: “Wykończymy cię, ty ruski agencie”! Jak już wspominałem, nie lubię Kaczyńskiego, ale niewątpliwie go szanuję - więc uznaję jego opinie za wystarczająca. Natomiast prof. Bendera przedstawiać przedstawić trzeba. Byłego PRLowskiego posła, co wyłamał się z bojkotu wyborów przez Solidarność w 1985, który na swojej stronie(chyba z dumą?) zamieszcza artykulik, w którym wychwala go inspiracja słynnego “Marszu Intelektualistów” Jacka Kaczmarskiego, związany z “Polityką” Daniel Passent. Warto dodać, że Bender “zapamiętały antykomunista” jeździł po całym świecie za PRLu, nie pomijając oczywiście Moskwy, gdzie “odkłamywał” ponoć historię na jakimś kongresie… w 1970. Należy on również do rady programowej “Nowej Myśli Polskiej”, gdzie współpracuje z Mateuszem Piskorskim (Samoobrona) i Rafałem Wiecheckim (LPR, “Wszechpolak”) pod światłym przewodnictwem Jana Engelgarda (dawniej PAX). Żeby zacytować co bardziej mięsiste kawałki znalezione na stronie NMP , w okresie sprawy Wielgusa:

 

 

“Dlatego trzeba […] spalić wszystkie wytworzone przez dozorców teczki”

“Ks. Isakowicz-Zaleski jest kimś na kształt Macierewicza w sutannie (nawet podobieństwo fizyczne występuje).”

“Fanatyzm i radykalizm nie są dobrymi doradcami - ks. Isakowicz-Zaleski nie jest bezstronnym badaczem, jest szkodnikiem, który wchodzi na bardzo grząski teren,zachęcany do tego przez siły bynajmniej Kościołowi nie sprzyjające.”

“Ks. Isakowicz-Zaleski uznał, że tylko jego postawa w okresie PRL jest moralna, inni księża, którzy pełnili służbę Bogu inaczej, są podejrzani. Ta pycha i zacietrzewienie doprowadziła go do rzucenia wyzwania całej hierarchii, a nawet Rzymowi. Kto z tym skończy? I jak długo Kościół będzie wobec ks. Isakowicza-Zaleskiego bezradny?”

O ironio! Ten człowiek ogłaszający się za komuny na łamach “Tygodnika Powszechnego”, tak opluwanego przez Radio Maryja, trafia teraz na listy PIS z nominacji “ojca biznesmena” - Tadeusza Rydzyka. Człowieka, który do dziś nie rozliczył się z zebranych na Stocznię Gdańską pieniędzy, i nie przeprosił za rzucane na antenie Radia Maryja i TV Trwam oszczerstwa wobec przeciwników nominacji bp Wielgusa na stanowisko metropolity.

 

Zastępstwo dla Antoniego Mężydło, człowieka z piękną solidarnościową przeszłością, jest jak widać liczne i o bardzo interesującej przeszłości… jak więc mam rozumieć obietnice PIS, że nigdy nie zwiąże się z postkomunistami? Czy wobec pupilków “ojca prowadzącego”(oficera?) wciąż “zasady zobowiązują”?

 

Tekst opublikowany wcześniej w serwisie Wiadomości24

 

Uzupełnienie: Wdg Premiera Zygmunt Wrzodak nie wejdzie na listy PIS.

 

Gniewomir Świechowski

Zasady zobowiązują - Antoni Mężydło

Człowiek którego darzę głębokim szacunkiem zdecydował się odejść z PIS i przejść do PO. Cieszy mnie to, gdyż po spotkaniu z posłem Antonim Mężydło, parę miesięcy temu, w “Młodzież Kontra”, powiedziałem do znajomego, że właśnie tacy ludzie jak on powinni budować Platformę, a nie Tuski i Schetyny.

 

Gdy szukałem informacji na jego temat, jako przyszłego gościa MK, krótka lektura informacji dostępnych w internecie zyskała mu błyskawicznie moją sympatię. Niejednokrotnie w dyskusjach - zwłaszcza z przeciwnikami lustracji, konfrontowałem jego postawę z biednymi “ofiarami” SB, które donosiły, kłamały i często brały za to pieniądze. On był jednym z tych ludzi, którzy udowadniali że da się inaczej. Torturowany się nie ugiął, podczas gdy do złamania Maleszki starczyła groźba wyrzucenia ze studiów(słowa Maleszki!).

 

Przypomnijmy:

[…] Wkrótce niektórzy członkowie grupy rozpoczęli akcje, które miały charakter wprost przestępczy. Porwali czterech znanych działaczy toruńskiej „Solidarności”: Piotra Hryniewicza (10 lutego 1984 r.), Gerarda Zakrzewskiego (21 lutego 1984 r.), Antoniego Mężydłę (2–4 marca 1984 r.) i Zofię Jastrzębską (2–4 marca 1984 r.). Nad porwanymi znęcano się fizycznie i psychicznie. W arsenale środków użytych przez esbeków było m.in. pozorowanie egzekucji, grożenie śmiercią, bicie, polewanie zimną wodą, uderzanie po piętach, pozorowanie nacinania tętnicy szyjnej, uniemożliwianie snu, głodzenie. Od porwanych działaczy bezskutecznie próbowano wydobyć informacje na temat toruńskiego podziemia. Zmaltretowane ofiary wypuszczono. Porywacze udawali, że nie są funkcjonariuszami SB, Antoniemu Mężydle włożyli nawet kartkę sygnowaną przez tajemniczą „Organizację Anty-Solidarność”. Jeden z porywaczy – Marek Kuczkowski – został jednak rozpoznany przez Piotra Hryniewicza.

WOJCIECH POLAK, UNIWERSYTET TORUŃSKI “TORUŃSKIE WĄTKI I ECHA SPRAWY KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI”

Znacznie bliższe, niż jego kolegów, były mi również poglądy posła Mężydło, jako że uważany jest za konserwatywnego-liberała. Przebija to również z jego publicznych wypowiedzi, za które ponoć władze partyjne nałożyły na niego zakaz kontaktowania się z mediami kawałek czasu temu.

 

Teraz człowiek, którego uważam za osobę nieskazitelną i nieugiętą, którego naprawdę “zasady zobowiązywały”(zawsze!), odchodzi z PIS. Z pewnością zwolennicy zrzucą to na karb niskiego miejsca na listach wyborczych PIS(piąte), najniższych pobudek - dbałości o własną karierę. Ale czy to jedyny powód? Zwłaszcza, gdy mało który analityk polskiej sceny politycznej wieszczy Platformie sukces - mimo sławetnych “sondaży”?

 

Antoni Mężydło zawsze udowadniał, że poza partyjnymi, można mieć własne poglądy. Tak jak i Rybitzky - “cierpiący PISowiec”. Miejscem na listach Antoni Mężydło zapłacił tylko za tę “odwagę cywilną” - jak to nazwał Donald Tusk, albo “niesubordynację” jak to nazwał informator dziennika.

 

Moim zdaniem, odejście z PIS Antoniego Mężydło to konsekwencja jego przekonania, że za odmienne poglądy nie powinno się karać. Ostatnią kroplą która przepełniła czarę goryczy mogło być właśnie piąte miejsce na listach… Albo pierwsze miejsce dla posłanki Sobeckiej - za wierność zasadzie BMW. (Bierny, Mierny ale Wierny!)

 

Co w ogóle znaczy wspomniana “niesubordynacja“? Znaczy, że własne poglądy wciąż w PIS nie są w cenie. Filozofia “partii wodzowskiej”, gdzie Jarosław Kaczyński podejmuje decyzje i mówi jak członkowie mają myśleć jest może skuteczna, ale - jak widać na przykładzie posła Mężydło - odrzuca naprawdę wartościowych ludzi. A nie wiem, czy PIS stać na pozbywanie się tych niewielu prawdziwych osobowości jakie tam pozostały. Antoniego Mężydło mogę szanować i jako polityka, i jako człowieka. A co PIS może zaoferować zamiast niego? Kurskiego? Karskiego? Fotygę? Mojzesowicza?

 

Czy PISowi wystarczy legion BMW i Ziobro?

 

ps. Wiem że miało mnie już nie być, ale zerknąłem w RSS i naprawdę szlag mnie trafił, gdyż Antonii Mężydło jest jednym z niewielu polityków w tym kraju którego szczerze lubię. Niezależnie od przynależności partyjnej.

Gniewomir Świechowski

Czy naprawdę nie chcemy stąd uciekać?

PIS nie krył nigdy swojej socjalnej wizji państwa, z której uczynił sztandarowy postulat obok lustracji. Jednak, gdy lekarze oraz pielęgniarki postanowili zażądać swojej części wzrostu gospodarczego “Polski Solidarnej”, zostali potraktowani jak upierdliwi petenci - premier nie chciał z nimi rozmawiać, co zaszkodziło wizerunkowi PIS. A ten błąd uważam za wynik arogancji - nie politycznej kalkulacji. Następnie zaatakowano strajkujących, jako inspirowane przez opozycję narzędzie polityki - co było taktyką nieskuteczną, bo wyświechtaną przez ostatnie dwa lata. Opozycja naturalnie starała się wykorzystać ten protest dla zbicia kapitału politycznego. Czy jednak go zainspirowała? Albo, czy wyborcy w to uwierzyli? Najrozsądniejsza z tego wszystkiego była próba przeczekania, gdyż pierwsze ofiary powodują, że presja społeczna na strajkujących jest większa, niż na PIS ze względu na zemdloną pielęgniarkę. Teraz jednak groźba odejścia Religi zmusiła rząd do konkretnych działań, a Ludwik Dorn podczas trwania negocjacji kłuje(po co?) w oczy strajkujących podwyżkami dla urzędników, oraz zakupami DVD, samochodów, klimatyzatorów. W międzyczasie, PIS pozbawia się kolejnego po Sikorskim fachowca - Kaczyński “kończy znajomość” z Zalewskim… za nielojalność, irytując nawet zwolenników PIS. Pojawiają się spekulacje, czy za Zalewskim nie “poleci” minister kultury Ujazdowski, który poza kłótnią z Romanem Giertychem mógł się narazić broniąc Zalewskiego. Mimo że to nie wielki kryzys, lecz symptomy rozwijającej się choroby to bezkompromisowość braci, która wyniosła ich na szczyt, coraz bardziej uderza w fundamenty tego co stworzyli.

Na tle tego wszystkiego, oglądamy pijanego radnego PIS, co wziął przykład z kolegów z Platformy, oraz posła Markowskiego, który prawdopodobnie skłamał w oświadczeniu majątkowym. Jest też minister co lubi przecinać wstęgi i nieśmiertelna Fotyga. Samoobrona po cichutku pracuje nad swoimi “poprawkami” do prawa pasowego, zarzynając wciąż ministerstwo pracy i rolnictwa, a nie chcąc zostać w tyle, Giertych zdradza ambicję zostania… marszałkiem, oraz chwali się sukcesami(?!). Efektem tego wszystkiego, czując skąd wiatr wieje, koniunkturalista Tusk najwyraźniej puszcza oko do Lewicy i Demokratów, na co Kwaśniewski stwierdza, że widziałby Rokitę jako premiera…

Czy naprawdę nie chcemy stąd uciekać? Ja zaczynam mieć wątpliwości.

Wałęsa a passus Wielgusa

Wczorajszy tekst był pisany pod wpływem emocji, tym samym niespójny i mało obiektywny. Dziś chcę ten błąd naprawić i na zimno zanalizować całą sytuację. Mam nadzieję że uda mi się to osiągnąć.

Zdefiniować problem: Wałęsa a passus Wielgusa

Najważniejsze w tej sprawie jest uświadomienie sobie, co chcemy osiągnąć. Lech Wałęsa to nie tylko ułomny człowiek jak każdy z nas. Jest to również symbol walki o demokrację, rozpoznawalny na całym świecie. Nie opłaca się nam - Polakom - niszczyć tego symbolu. Stwierdził to nawet najzacieklejszy orędownik teorii, że Wałęsa był agentem, Krzysztof Wyszkowski, w zakończeniu słynnych “Plusów dodatnich, plusów ujemnych”. Jednak, mamy prawo surowo oceniać człowieka który się za tym symbolem kryje. Nie za ewentualną współpracę, która w świetle twierdzenia IPN, że dokumenty na temat Wałęsy były fabrykowane, jest trudna do udowodnienia. Patrząc przez pryzmat ówczesnych realiów, nie można by jej również jednoznacznie potępić.

Jednak jego aktualne zachowanie, wobec Joanny Duda-Gwiazdy i Andrzeja Gwiazdy, oraz wspomniany w tytule “passus Wielgusa”, winny zostać napiętnowane. Kompromitacją biskupa nie był fakt podpisania podsuniętego przez SB papieru, było nią zaprzeczenie jego istnieniu i zdrada wobec Ojca Świętego, jaką było wprowadzenie go w błąd. Analogicznie, Lech Wałęsa niejednokrotnie zaprzeczał jakimkolwiek kontaktom ze służbą bezpieczeństwa, jednakże takie kontakty się odbywały, co sam potwierdził(!). Znacznie poważniejszy jest zarzut zdrady, w tym wypadku podwójnej. Pierwszą były słowa “Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj.” wypowiedziane w sławetnej nocy w 1992. Drugą, żądanie przeprosin i zwrotu Orderów Orła białego, od Joanny i Andrzeja Gwiazdów. Oni, według mojej wiedzy, nic nie podpisywali, będąc równie narażeni na szykany w tamtych strasznych czasach. Mieli więc moralne prawo “pierwsi rzucić kamień”, zażądać jasnej odpowiedzi. Co usłyszeli zamiast niej? Andrzej Gwiazda dowiedział się, że: “Tam w stoczni też uderzał i udawał bohatera”

Pod rozwagę

Lech Wałęsa (”Plusy dodatnie, plusy ujemne” - zapytany o współpracę, YouTube):

“Nie dałem się nigdy złamać, ani na sekundę nie byłem po przeciwnej stronie, ani sekundy nie byłem żadnym agentem.”

Lech Wałęsa (”Nocna Zmiana” - oświadczenie wycofane z serwisu PAP 1992, YouTube):

Po pierwszym strajku w stoczni w grudniu 1970 r. przysiągłem Bogu i sobie, że będę walczył aż do zwycięstwa nad komunizmem. Byłem przywódcą strajku, próbowałem różnych możliwości i różnych sposobów walki. Aresztowano mnie wiele razy. Za pierwszym razem, w grudniu 1970 r. podpisałem 3 albo 4 dokumenty.”

Rzeczpospolita (”Wałęsa nie był agentem” - artykuł z okazji uznania Wałęsy za pokrzywdzonego 2005):

“Sam Wałęsa na spotkaniach Wolnych Związków Zawodowych w latach 70, czy później we wspomnieniach pod tytułem “Droga Nadziei”mówił o grach z SB, że “coś podpisał””

Lech Wałęsa (”Nocna Zmiana” - spotkanie w sprawie powołania nowego rządu, YouTube) :

Moczulski - Właściwie tak tuśmy doszli do wspólnego wniosku, że można nawet w tej chwili powołać premiera na tak zwane porozumienie dżentelmeńskie. Żeby na tydzień był premierem. W ciągu tygodnia uformujemy koalicję.
Wałęsa - Wy nie wiecie, jak daleko oni zaszli, dlatego trzeba ich błyskawicznie. Natychmiast, dzisiaj.
Pawlak - Tylko że to jest trochę gangsterski chwyt.
Wałęsa - Panowie, na kogo ma moja nominacja być? Czy przejdzie Pawlak? Panie Tadeuszu, ale pan jest wicepremier.
Mazowiecki - Ja nie wejdę do rządu, ale mogę to skonsultować.
Wałęsa
- Słuchajcie, bo jak nie przejdzie, to jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Też możemy się porozumieć, że później będziemy robić różne układanki jeszcze. Ale natychmiast trzeba zablokować tych ludzi, żeby nie przyszli do biura.
Tusk - Jak SLD nie skrewi, to przejdzie. A jak nie przejdzie…
Moczulski - To wtedy przecież pan Waldek nie będzie się upierał, prawda.
Tusk - Panowie, policzmy głosy - KPN, SLD, mała koalicja.
Moczulski - Jeśli lewica wstrzyma się od głosowania, to nam wystarczy.
Tusk - Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych SLD nie wstrzyma się, tylko będzie głosować za odwołaniem.
Moczulski - Za odwołaniem tak, ale czy będzie głosował za Pawlakiem w ogóle.
Tusk - Waldek, twierdziłeś, że tak. Dla SLD jest lepszy kandydat do poparcia.
Wałęsa - Dzisiaj wysondowałem wszystkie możliwości, dziś nie przeciągniemy inaczej.
Moczulski - Podejmujemy męską decyzję: Pawlak i koniec.
Głosy - Zgoda, zgoda, zgoda.
Wałęsa - Pismo jest przygotowane. Dzisiaj, natychmiast. Ja jutro nie mogę ich wpuścić do biura.

Lech Wałęsa ( Rozmowa z SB z 1982 - ze względu na dużą objętość jedynie link. Podziękowania dla blogerów: Czarny Pijar, Galba )

Teczka

Zamieszczam tu najbardziej wymowny fragment jaki (jak dotychczas) znalazłem w materiałach ujawnionych przez Lecha Wałęsę. Zastrzegam jednocześnie, że nie możemy wykluczyć, iż zostały przez SB zmanipulowane. Aby podważyć autorytet IPN potrzeba więcej niż poszlak. (czerwone fragmenty - GŚ)

cdn

Lech Wałęsa - dlaczego?

Lech Wałęsa ujawnił dziś, jak twierdzi, wszystkie materiały na swój temat otrzymane z IPN. Zdeklarował jednocześnie, że nie przeczytał ich w całości i nie poddawał ich żadnej cenzurze. Biorąc pod uwagę ich objętość, musimy jeszcze poczekać na rzeczową analizę tych materiałów, lecz już dziś można zadać pytanie: dlaczego to zrobił? Z pozoru, jest to oczywista kontynuacja sporu z innymi bohaterami “Solidarności”, małżeństwem Gwiazdów, oraz Anną Walentynowicz, oskarżającymi go o współpracę z SB. Lech Wałęsa miałby być wg nich występować pod pseudonimem “Bolek” uzyskiwać z niej korzyści finansowe.

Aktualizacja: Cytując za Dziennikiem

 

Lech Wałęsa nie opublikował w internecie wszystkich dokumentów SB na swój temat. Jak powiedział TVN24, w pozostałych teczkach jest “bezsensowny materiał i informacje od zwykłych kablarzy”.

Aktualizacja: Cytując za gazeta.pl

To nie są wszystkie materiały, które b. prezydent dostał z IPN. W TVN 24 zadeklarował, że jutro opublikuje resztę […] Jak powiedział, jest tam jeszcze około 100 stron bzdur. Pytany o te materiały powiedział w TVN 24, że opublikuje je jutro.

Anna Walentynowicz

Z pobieżnej lustracji kilku dokumentów wybranych przez Lecha Wałęsę wynika, że faktycznie, bezpieka chciała podgrzać konflikt Anny Walentynowicz z Wałęsą w 1985. Konflikt który, jeśli wierzyć pani Walentynowicz, rozpoczął się już w 1980 w Stoczni Gdańskiej. Jednakże w ‘85, musiała zdawać sobie sprawę z takiego niebezpieczeństwa. W wywiadzie dla “Naszej Polski”, pani Walentynowicz mówi na temat podrzuconych jej, w obozie dla internowanych w Gołdapi, dokumentów kompromitujące Wałęsę:

 

Były to 4 strony maszynopisu, w których ujawniono Wałęsę jako współpracownika SB o pseudonimie “Bolek”, za co otrzymywał pieniądze. Esbecy chcieli, żebym to rozgłosiła, a - w myśl ich intencji - oni mnie wtedy skompromitują jako występującą przeciw Wałęsie. Spaliłam ten esbecki maszynopis […]

Po czym A. Walentynowicz, stara się uwiarygodnić tezę, że Wałęsa to jednak “Bolek”. Dalej, twierdzi m.in., że zamiast słynnego “skoku przez płot”, Wałęsa dostał się do stoczni motorówką, co zaaranżował kontradmirał Janczyszyn.

A. Gwiazda

W dokumentach znajduje się również fragment:

 

Na spotkaniu z załogą Zarządu Portu w Gdańsku w dniu 26.11.br zyskał jeszcze większą popularność poprzez ograniczenie swojego wystąpienia do zakresu najistotniejszych spraw socjalnych robotników. W związku z powyższym proszę o utwierdzenie A. Gwiazdę w przekonaniu o słuszności powołania nowego Zarządu Regionu, który byłby przeciwwagą dla autokratycznych wpływów L. Wałęsy, rozpoznanie stanowiska A. Gwiazdy, zamierzeń i planów w tym zakresie.

Po nim znajdują się wytyczne, jakie argumenty byłyby adekwatne do wykonania powyższego zadnia. Wałęsa, mimo iż twierdzi: “Nie miałem zamiaru szybko ujawniać tych materiałów, bo nie chcę grać tak samo perfidnie, jak Kaczyńscy i ta grupa. Cały czas twierdzę, że te esbeckie świstki uderzają najbardziej w Solidarność, w ludzi walki.”, oraz że: “Obecna ekipa rządząca w Polsce działa podobnie, realizując pośmiertny plan dawnego aparatu władzy” (cytaty za wp.pl). Uznaje, że cytowane materiały kompromitują Gwiazdę. Nazywa go człowiekiem “niepoważnym”

1970-1977

Sedno sprawy, czyli współpraca “Bolka”, miała rozpocząć się w czerwcu 1970, jednak jak dotychczas nie znalazłem w “teczce” Wałęsy dokumentów z tego okresu, więc trudno w jakikolwiek sposób wyrokować w tej kwestii. Świadczyć jednak o współpracy Wałęsy mają również, zamieszczone na stronie “Solidarności Walczącej” dokumenty, posiadające oznaczenia IPN. Dotyczą właśnie TW “Bolka”, płatnego konfidenta. Lech Wałęsa napisał o nich ( cytując za stroną Solidarności Walczącej, pisownia oryginalna)

 

Facet co ja mam z tym Waszym g..zrobić wszystko co piszecie o mnie to kłamstwo i pomówienie .Wszędzie gdzie udało się dotrzeć jak n/p dziennika rejesrtacji TW , poprzez Karty -E14.i.t.d Nigdy tam nie było mojego nazwiska To i inne było podawane że istnieje w zapisie , albo załatwiane kserami z ksero Na bazie tych materjałów , pomówjeń dostawałem sie w opisie naprzykład do wniosku o internowanie i winne opisy .Mam nadzieje że sprawdzicie to i szybko mnie przeprosicie .LW

Przez wielu komentatorów, za poszlakę w tej sprawie traktowana jest również sławna noc z 1992, gdy utrącono pierwszą “listę Macierewicza”, wraz z ówczesnym rządem. Sławetnej nocy Wałęsa mówi: “nie mogę ich jutro wpuścić do biura” , “wy nie wiecie jak, jak oni za daleko zaszli”, “natychmiast, dziś!”. Lista zawierała 63 nazwiska - o ile pamiętam - ujawniono niemal wszystkie z nich, za wyjątkiem 2-3, jednym z miało być nazwisko “Bolka”.

Ciekawym przyczynkiem do oceny postawy Lecha Wałęsy może być również cytowany przez D.K.G. fragment dokumentu bezpieki o następującej treści:

 

II. Celem działań jest dalsze utwierdzanie A. Walentynowicz w przekonaniu, że L. Wałęsa nadal współpracuje z SB. (…)

Skonfrontowany z wypowiedzią Wałęsy, iż:

 

Nie dałem się nigdy złamać, ani na sekundę nie byłem po przeciwnej stronie, ani sekundy nie byłem żadnym agentem.

Polecam lekturę.

Konkluzja

Widzę dwie możliwości, albo Wałęsa po postu odpowiada pięknym za nadobne Gwiazdom i A. Walentynowicz albo… Albo chce uciąć raz na zawsze sprawę swojej ewentualnej współpracy i powstrzymać chcących badać tą sprawę, przedstawiając swoich przeciwników jako zmanipulowanych przez bezpiekę, “niepoważnych” ludzi. Niestety, jestem coraz bardziej przekonany, że druga opcja jest bardziej prawdopodobna, mimo, że wciąż nie wykluczam manipulacji bezpieki. Jednak, nawet w takim wypadku trudno byłoby coś zarzucić A. Walentynowicz i A. Gwieździe. Przesłanek z już wolnej Polski nie brakuje.

Więcej gdy przegryzę się przez całe pięćset stron ujawnionych dokumentów i zbadam dokładniej materiały do których się tu odnoszę. Niedługo.

Aktualizacja (niedziela 21:51):

Do wszystkich “szybko czytających”:

Ściąganie teczki Lecha Wałęsy rozpocząłem dokładnie 265 minut temu i przeglądam właśnie ściągnięte w tym czasie 242 strony. Ściąganie plików mam zautomatyzowane, ręcznie zajęło by to calutki dzień. Gratuluję wszystkim którzy od jej opublikowania teczki zdążyli jej zawartość ściągnąć, przeczytać i ocenić. Chciałbym jednak wiedzieć… jak? Teczka najprawdopodobniej została opublikowana wczoraj o 22:00, o czym szersza publiczność dowiedziała się dopiero dziś po południu.

Gniewomir Świechowski 

PIS klęczący nad trupem Platformy, przed stojącym Kwaśniewskim?

Do niedawna, podział rząd-opozycja przebiegał prosto między PIS a Platformą. Teraz zamiast dwóch obozów dostaliśmy trzy. Zaangażowanie Aleksandra Kwaśniewskiego wyciąga lewicę z dołka, w jaki wpędziły ją lepkie łapki SLD-owskich baronów, a on sam jest wciąż postrzegany jako człowiek który godnie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej. Mało medialny i konfliktowy Kaczyński w tej konkurencji zdecydowanie przegrywa u apolitycznej większości społeczeństwa. Gorące spory, odbywające się choćby w Salonie24, nie przekładają się na polskie społeczeństwo, które na politykę kładzie lagę i marzy jedynie o świętym spokoju. Owocuje to poparciem dla podejrzanego konformisty, Kwaśniewskiego, w opozycji do wojowniczego Kaczora. Mimo mojej antypatii do Kaczyńskich, rosnącej ostatnio na nowo, wciąż uważam ich za ludzi uczciwych, choć często zaślepionych własną wizją Polski. O ironio! Zgadza się z tą opinią nawet symbol III RP(to sformułowanie nie oznacza, że akceptuję propagandową sztuczkę jaką jest nazwa “IV RP”). Jak to powiedział Rzepie Jan Widacki:

 

- Wierzę w osobistą uczciwość obu braci. Tylko ich rządy uważam za katastrofę

Efektem tej nowej polaryzacji, najbardziej stratna jest mało wyrazista Platforma, której Kwaśniewski może odebrać część centrowego i centro-lewicowego elektoratu, a tak zmarginalizowanej, PIS ma szansę uszczknąć również nieco prawicowego. Konsekwencje takiego rozwoju sytuacji były by tragiczne, zwłaszcza w kontekście pomysłu blokowania list. Pisał o tym krótko acz treściwie Krzysztof Leski:

 

Mali koalicjanci zapewne we własnym interesie poprą pomysł PiSu, by blokowanie list, sprawdzone w wyborach lokalnych, wprowadzić do sejmowych. Wówczas SLD stanie na niemal straconej pozycji, jeśli wystartuje osobno. Także PO łatwo policzy, ile może zyskać arytmetycznie blokując listy z SLD. Trudniej policzyć, ilu wyborców nie pojmie tego ruchu i od Platformy się odwróci. Konfrontacja arytmetyki wyborczej z partyjnym ideolo może być jednym z najciekawszych zjawisk politycznych latem 2009.

Brak porozumienia PIS z PO i niezrozumienie konsekwencji własnych decyzji może oddać Polskę i Platformę na żer lewicy pod przewodnictwem Prezia. Platformę, gdyż obawiam się, że stojąc przed analogicznym wyborem jak PIS przed koalicją z Samoobroną, Platforma może wybrać źle, jak wcześniej PIS.

Niezależnie od oceny rządów koalicji, zgodnie z polską tradycją, mało prawdopodobne jest, aby PIS z przystawkami utrzymał dominującą pozycję na polskiej scenie politycznej po wyborach 2009. Oznacza to, że ciesząc się z ewentualnego zwycięstwa nad PO, bracia będą klęczeć nad trupem Platformy, lecz przed stojącym Aleksandrem Kwaśniewskim. Zmarginalizowana przez zignorowanie wyborczej arytmetyki, lub skompromitowana współpracą z SLD Platforma będzie porażką nas wszystkich, niezależnie od politycznych sympatii-antypatii.

Wiem, że dla pewnej grupy obserwatorów Platforma jest niemalże gorsza od SLD, ja jednak, mimo jej niemocy, widzę w niej potencjał, dopóki są z nią związani ludzie pokroju Rokity, Gowina, Nitrasa, tak jak wierzę w potencjał PIS widząc Antoniego Mężydło lub Zbigniewa Kozaka. Z ostatnim z wymienionych miałem z resztą okazję porozmawiać na Kongresie Obywatelskim w Warszawie i był pierwszą osobą, która zaczęła mnie na nowo przekonywać do wizji porozumienia PO-PIS, skompromitowanej po ostatnich wyborach. Przy czym zaznaczam, że powołuję się tu na jego prywatną opinię.

Zamiast socjalistycznej iluzji Polski Solidarnej, chciałbym zobaczyć społeczeństwo (Platforma) obywatelsk(a)ie Prawa i Sprawiedliwości.

Kur… cze, naiwny jestem, nie?

Gniewomir Świechowski

Lustracją i Mieciem

Lustracją i Mieciem, znaczy się TW “Mieciem”, traktuje się teraz Polskie elity. Celuje w tym partia braci Kaczyńskich, przy uprzejmej pomocy cieknącego IPN. Z pozoru, jest to zaspokajanie marzeń prawicowych wyborców. Jednak, w ten sposób, PIS może, w dłuższej perspektywie, “strzelić sobie w stopę”, kompletnie zrażając do siebie młodych, ledwo(albo wcale) pamiętających PRL ludzi (pisał o tym ostatnio Zetor), czyli, w ostatecznym rozrachunku, popychając ich w gościnie rozwarte ramiona SLD. Babranie się w przeszłości młodych nie interesuje, kolejne rewelacje z teczek nudzą, a co najważniejsze:

Młodzi nie rozumieją czemu lustracja ma służyć.

Nie z przyrodzonej tępoty, lecz braku rzetelnej informacji, wyjaśnienia. Dla mnie, teraz, kwestia zasadności lustracji jest poza wszelką dyskusją, jednak zajęcie takiego stanowiska wymagało lektury kilku książek, dwóch teczek oraz kilkunastu opinii i komentarzy. Ci z którymi, wczorajszej nocy, nad kuflem, dyskutowałem o polityce tego wysiłku nie podjęli, lecz rozumiem ich w pełni.

Młodzi ludzie(nie wszyscy, acz większość), widzą jedynie kontrast, między żółcią lejącą się z ust lustracyjnych zelotów, a hasłami o demokracji, wolności i przebaczeniu, którymi niczym miodem smaruje się ukryte przesłanie, że wina nie niesie za sobą konsekwencji. Podważa to sens mówienia o jakiejkolwiek uczciwości, gdyż prawo które jest jej strażnikiem nie opiera się na surowości kary, lecz jej nieuchronności. W przypadku lustracji, poza najdrastyczniejszymi przypadkami, karą może być już jedynie społeczny ostracyzm, jednak nawet to, podtrzymuje już zasadę konsekwencji, następstwa: wina-kara.

Jednego z moich adwersarzy, zapalonego kibica i jak sądzę “blokersa”, do refleksji zmusiło dopiero pytanie: “Co się na twoim osiedlu dzieje z człowiekiem, który zakablował kumpli na policję?”. Dopiero analogia podziemia i nieformalnych osiedlowych grup, a SB do Policji, była na tyle uderzająca, że przebiła się przez zaczadzony “demokracją” umysł. Dla niego, ten kto jest atakowany, brutalnie i bezpardonowo, jest ofiarą i wzbudza więcej sympatii niż kat. Nie widział jednak prawdziwych ofiar PRL, a jedynie “ofiary” “lustracyjnej” RP(terminu “IV RP” ze względu na konstytucję nie uznaję) i z tego wynikał głośny sprzeciw wobec lustracji, oraz irracjonalna antypatia do PIS, w konfrontacji do mojej, opartej na konkretnych przesłankach. Wszak, czy lustracyjne epitety mogą kogoś oświecić? O PRL trzeba informować, a nie indoktrynować, czego PIS zdaje się nie wiedzieć. Pokazać gdzie jest teraz Maleszka, a gdzie Pyjas. Co przeżył Antonii Mężydło. Fakt, że jeden donosił, brał pieniądze i żyje, drugi został zabity, a trzeciego torturowano, jest bardziej wymowny niż plucie epitetami, ocenami. Najważniejsze, choćby bolało, informować bez emocji i pozwolić na samodzielne wyciągnięcie wniosków.

Zdrowa demokracja opiera się na dwóch nogach i byłbym niepocieszony, gdyby, za parę lat, prawa zaczęła mocno kuleć. A tak się stanie, jeśli wspomniane niezrozumienie potrzeby lustracji, będzie dalej pogłębiane przez propagandę obu stron. Gdy PIS padnie ofiarą zbudowanej przez siebie polaryzacji na “wykształciuchów” i “ciemnogród”, oraz upadku lustracyjnego filaru tej partii.

 

 

ps. Niechęci do otwarcia archiwów i nieudolności w sprawie ostatniej ustawy lustracyjnej nie poruszam, czekając na jakieś konkretniejsze ruchy i deklaracje.

Natywna Polit-Poprawność

Przeciwnicy Politycznej Poprawności są w większości święcie przekonani, że to wynalazek zgniłego zachodu. Czym, nieświadomie, wpisują się w PRL-owską tradycję, przedstawiania zachodu jako źródła rozpusty i wyuzdania, oczywiście skonfrontowanego ze zdrową słowiańską moralnością. Jednak, Polska ma trudne do pominięcia zasługi w budowie natywnej, stricte Polskiej, Politycznej Poprawności, która broni intensywnie symboli i związanych z nimi iluzji, zamiast różnorakich mniejszości. Nazwijmy ją: Konserwatywną Polit-Poprawnością.

Ostatni przejaw konserwatywnej PP, to głosy oburzenia na oryginalną kampanię reklamową Krakowa, która wbrew “stonowanej” opinii Marcina Helbina, wyraźnie sugeruje, że Neptun, Syrenka i Kopernik cierpią na ciężki Syndrom Dnia Następnego, w skrócie: kaca, po długiej nocy w Krakowie. Głosy o tyle niezrozumiałe, że każdy kto poznał nocne życie tego miasta(np. ja GŚ), doceni realizm plakatów i spotu reklamowego, który dobrze oddaje jego rozrywkowy charakter, i jego bolesne konsekwencje. Oczywiście zrozumiałe są opinie, że Kraków to nie gigantyczna knajpa, na spółkę z burdelem. Ale jak śpiewają Pudelsi: ,,Przecież zwykły, zmianowy robotnik nie musi słuchać muzyki poważnej!”. Dobrze było by uświadomić oburzonym, że przeciętny turysta, Polak lub cudzoziemiec, ma w głębokim poważaniu większość Krakowskich zabytków i jako, że “pecunia non olet” (łac., pieniądz nie cuchnie), krakowscy restauratorzy i właściciele hoteli wypominać im tego nie będą. Z goszczenia samych intelektualistów trudno wyżyć, opłacić podatki i haracze.

Polska jeszcze nie dojrzała chyba do tego, aby traktować pewne rzeczy zdroworozsądkowo, z przymrużeniem oka. Czy to nasza natywna, czy też “zachodnia” PP, wymaga odrobiny dystansu. Obejrzałem ostatnio jednym cięgiem kilka odcinków kultowej kreskówki “Southpark”, gdzie obśmiano w sposób czasem wręcz niesmaczny, ale wciąż niesamowicie zabawny, wszystkie “chronione” przez Polityczną Poprawność grupy, poczynając od tak popularnych na salonie gejów, poprzez Żydów, Watykan, internetowych graczy-nałogowców, Paris Hilton, a kończąc na Iraku. Próbuję sobie wyobrazić, jaką reakcję wywołała by emisja tego serialu w Polskiej TV, Jeśli Syrenka na kacu, zamiast wywołać uśmiech, prowokuje bicie piany?

Gniewomir Świechowski