Dawno temu, za rzekami… Powiedziałbym jeszcze “za górami”, ale rzecz miała się w Holandii, więc taka uwaga byłaby nie na miejscu. W każdym razie, w pięknym (zdaniem niektórych) holenderskim mieście Maastricht podpisano traktat powołujący do życia wspólną europejską walutę: euro. Czego tam nie było! I obietnice gospodarczej solidarności, i plany harmonijnego rozwoju, i wymagania dyscypliny budżetowej… No, jednym słowem pomyślność, powszechna szczęśliwość, pokój na świecie i kwiatki w każdym wazonie.
Ale to było dawno i od tamtej pory mnóstwo się na świecie zmieniło. Przyszedł kryzys, Grecja de facto zbankrutowała, Hiszpania i Irlandia kolebią się na krawędzi przepaści – a przytrzymują ich głównie Niemcy. Wprawdzie traktat z Maastricht zabrania pomocy udzielanej w formie tego typu pożyczek celowych – no, ale panie dzieju, to jest sytuacja wyjątkowa (ciekawe: opieprzających się Greków można ratować, ale już na polskie stocznie nosem kręci pani komisarz Kroes). Europejski Bank Centralny jest tak zaciekle niezależny, że de facto […]
(more…)